Mielno - rybki
Do samego Mielna nasza Marysia bardzo marudziła. Żona bała się, że pewnie odezwie się jej choroba lokomocyjna, ale na szczęście jakoś dotarliśmy na miejsce bez żadnych takich niespodzianek. W hotelu
Mielno czekał na nas piękny, klimatyzowany pokój, a trzeba przyznać, że to luksus w taki upał. cały ten urlop spędziliśmy praktycznie na plaży. ja ze swoimi gazetami, Joanna z książkami, a Marysia z innymi dziećmi, grzebiąc w piasku i budują zamki, czy tam inne budowle. Byliśmy dwa razy w kinie, popłynęliśmy w rejs stateczkiem wycieczkowym, zrobiliśmy sobie długą wycieczkę do Sarbinowa i dalej aż do Gąsek, gdzie weszliśmy na latarnię, generalnie pobyt był urozmaicony. A te rybki, które w Mielnie jadaliśmy to czysta poezja smaku. Dosłownie niebo w gębie. Nawet moja żona zastanawiała się nad przyprawami, których używali w tej smażalni. Robią naprawdę dobre ryby. Urlop ten, jak każdy inny, skończył się dużo za szybko i aż strach pomyśleć, że do następnego trzeba czekać cały rok. Może znowu celem naszego wakacyjnego wypadu będzie Mielno, zobaczymy.